wtorek, 3 kwietnia 2012

Jezioro

Pewnego dnia Sandra wyszła z domu. Poszła nad staw obok jej domu by pomyśleć. Często tak robiła. Zazwyczaj wtedy gdy śnił jej sie koszmar. Ale to nic dziwnego. W tak wielkim domu pełnym tajemnic nie ma szans by nie śniło się coś złego. Siedziała i myślała aż nadszedł wieczór. Wybiła 19. Już miała wracać, gdy zobaczyła na jeziorze jakąś plamę. Zdziwiło ją że nie zauważyła jej wcześniej będąc tu cały dzień. A że nie było całkiem ciemno, a plama niedaleko brzegu postanowiła wejść i zobaczyć co to.

Jus obudziła sie z krzykiem. Znów śnił jej sie ten sam koszmar. Sen dręczył ją odkąd wprowadziła sie z rodzicami do starego domostwa na końcu miasta, w którym nikt nie mieszkał od ponad stu lat. Popatrzyła na zegarek. Była 6 rano. Postanowiła już nie spać i zaczęła zbierać sie do szkoły. Chodziła do ostatniej klasy gimnazjum. Ale nie była głupią nastolatką jak wszyscy w jej wieku. W ogóle nie rozumiała ich żartów i zachowań więc do szkoły wlokła sie raczej niechętnie. Cudem przetrwała 7 lekcji. Gdy wróciła była sama. Jej rodzice pracowali do późnej nocy. Od razu poszła do swojego pokoju i usiadła przed oknem. Miała idealny widok na staw. Trochę ją nawet czasem przerażał. Tak patrząc zasnęła. Obudził ją wiatr. Gdy zaspana popatrzyła na zegarek zauważyła że jest już 19. Odwróciła sie i jej wzrok padł na jezioro. Przy brzegu zauważyła dziwną plamę, której wcześniej nie było. Zaciekawiona zeszła na duł i nie zatrzymując sie wyszła do ogrodu. Plama nie zniknęła. Podeszła bliżej. Chciała ujrzeć co to jest jednak wciąż widziała niewyraźnie. Stanęła na brzegu. Chwilkę sie zawahała ale w końcu zdecydowanym krokiem weszła do jeziora. Wtedy plama zaczęła sie ruszać. Rosła i wychodziła nad powierzchnię wody. Zaczęła formować się w kształt. Jus rozpoznała go. A właściwie ją. Trupio bladą dziewczynę w jej wieku z jej koszmaru, która została wciągnięta do jeziora 100 lat temu. Teraz zamierzała powtórzyć historię. Jus zrozumiała że to nie był zwykły sen. Niestety na krzyki i ucieczkę było już za późno. Sandra wciągnęła ją pod wodę i zaciągnęła na środek jeziora gdzie utonęła. Jej rodzice wyprowadzili się. Nikt w tym domu nie zamieszkał. Ale jak myślicie? Czy historia sie powtórzy gdy minie 100 lat? Nie wiadomo.

piątek, 9 września 2011

RUINY

W mieście Wicing żyła raz sobie pewna dziewczyna. Miała na imię Kinga. Uwielbiała mrok, strach i magiczne istoty. Nie miała za wiele koleżanek. Pewnego dna poznała dziewczynę imieniem Zuza. Od razu się zaprzyjaźniły. Zuza była taka jak Kinga. Również uwielbiała się bać. Pewnego razu postanowiły zwiedzić stare ruiny. W ich mieście było wiele zrujnowanych zamków, lecz w tym podobno mieszkały kiedyś wampiry. Umówiły się o 15 pod cmentarzem. Gdy obie się spotkały Kinga powiedziała 
- To co? Gotowa na spotkanie z duchami wampirów?
- Jakich duchów? Myślałam, że idziemy tylko pozwiedzać ruiny...
- A kto nam zabroni przy okazji poszukać duchów? A może te wampiry nadal latają i znajdziemy ich trumny?
- Potworna jesteś. Ale za to cię lubię. Chodźmy.
I dziewczyny poszły do ruin. Kiedy weszły doszły do ruin zobaczyły że są 2 wejścia. Postanowiły się rozdzielić. Zuza weszła z tyłu zamku, a Kinga z przodu. Ta pierwsza weszła do ruin i nie zobaczyła nic ciekawego. Tak jak się spodziewała była to tylko kupa kamieni. Ale pomyślała że może gdzieś w piwnicy będzie coś ciekawego. Ruszyła dalej zwiedzać. Druga dziewczyna jednak przeżyła coś niesamowitego. Gdy tylko postawiła pierwszy krok ruiny zmieniły się w piękny ale mroczny i straszny zamek. Ściany były zbudowane z czarnych grubych kamieni. Podłoga wyłożona była czarnymi kafelkami na których czerwienił się dywan. Pod wysokim sufitem wisiały żyrandole ze świec. Meble były czarne, starodawne ale i piękne. Kinga patrzyła na to wszystko z zachwytem. Ruszyła dalej mrocznym korytarzem. Mijała wiele drzwi, lecz szła dalej. Na końcu korytarza zobaczyła lustro. Stanęła przed nim i oniemiała. Miała na sobie piękną fioletową suknię a długie brązowe włosy upięte. Na ramiona Spadały jej pojedyncze kosmyki. Nagle lustro zaczęło się przesuwać i zza niego wyszła Zuza. Dziewczyny spojrzały po sobie. Dopiero teraz Zuza się zorientowała że ma na sobie czarną suknię zamiast swoich zwyczajnych spodni. 
- O co tutaj chodzi?
Zapytała przestraszona. Kinga też się wystraszyła. Nagle usłyszały za sobą kroki. Odwróciły się i zobaczyły idącego ku nim człowieka z nożem w ręku. Popatrzył na nie groźnie. Dziewczyny zaczęły krzyczeć i uciekać przez lustro. Za nim okazał się korytarz z drzwiami po obu stronach. Wbiegły do pierwszych lepszych drzwi. Zobaczyły tam wielki stół a na nim setki noży ostrych jak brzytwa. Oglądnęły się za siebie i zobaczyły tego człowieka. Ruszyły dalej biegiem w inne drzwi. Potem w inne i w inne i tak ciągle, aż w końcu znów stanęły przed lustrem.
- To okropne! Kręcimy się w kółko a jakiś stary dziad chce nas zabić! Gorzej już być nie może!
Powiedziała Kinga a Zuza odpowiedziała
- Właśnie że może. Popatrz!
Wskazała palcem na lustro. Nie stały już tam 2 młode dziewczyny a dwa szkielety ubrane w suknie które właśnie miały na sobie. Nad lustrem było napisane krwią :KONIEC WASZEJ DROGI. TYLKO TO Z WAS ZOSTANIE. A WASZE CIAŁA NA ZAWSZE POZOSTANĄ W ZAMCZYSKU! Dziewczyny przeczytały to ze strachem. Popatrzyły po sobie i odwróciły się. Spojrzały prosto w oczy śmierci. Nagle poczuły ostry ból w sercu. Zamrugały i znów były tylko w ruinach w swoich normalnych ubraniach.
- Co to do jasnej ciasnej było?!
Krzyknęła Kinga. A Zuza jej na to
- Mnie się pytasz?! To był twój pomysł żeby tu przychodzić! Ważne że już wróciłyśmy.
- No. Teraz szybko wynośmy się stąd.
Pobiegły prosto przed siebie do wyjścia lecz zderzyły się ze ścianą. Spróbowały jeszcze raz i to samo. Nagle zobaczyły pod sobą dwa szkielety. Wyglądały zupełnie jak te z lustra. Usłyszały głos:
- Wasze ciała na zawsze to zostaną. A wasza śmierć pozostanie wieczną zagadką. 
Dziewczyny spojrzały po sobie. Obie już wiedziały o co chodzi. Zostały jednak jako duchy by ostrzegać innych przed swoim losem.

poniedziałek, 5 września 2011

STRÓŻ CMENTARNY

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Pewnego dnia Karolina oglądała wiadomości. ,,25 letni sadystyczny zabójca, Marian L. znany lepiej jako Mario, został wypuszczony z więzienia." Mówiła dziennikarka. ,,Będzie pracował teraz jako grabarz na pobliskim cmentarzu z braku możliwości na lepszy zawód" mówiła dalej, ale Karolina już jej nie słuchała. Wyłączyła telewizor i wyszła do szkoły. Chodziła do pierwszej klasy liceum. Nie miała tam koleżanek ani kolegów. Zawsze była odludkiem i jakoś jej to nie przeszkadzało. Lubiła swój przerażający styl i nie zmieniłaby się dla nikogo. Szkoła minęła jej jak zwykle. Najpierw ludzie trochę się z niej pośmiali, potem nauczyciele tak samo i nareszcie dzwonek na koniec lekcji. Normalka. Ale zaczynał się weekend. Postanowiła że przed powrotem pójdzie jeszcze na cmentarz. Często odwiedzała grób swojej babci. Zmarła dziesięć lat temu kiedy Karola była jeszcze małą dziewczynką. Nie zmarła ze starości. Ktoś ją zamordował. I to w potworny sposób. Dziewczyna lubiła siedzieć przy jej grobie i rozpamiętywać tamte czasy. Była w końcu bardzo zżyta z babcią. I nagle go zobaczyła. Kruczo czarne włosy ścięte kuchennymi nożycami, potworny wyraz twarzy całej w bliznach i zimne niebieskie oczy groźnie w nią wlepione. Karolina natychmiast przypomniała sobie dzisiejsze wiadomości, i zdjęcie sadysty na ekranie. To był on! Mario. Dziewczyna tak się wystraszyła, że zaczęła szybko uciekać do wyjścia. Odwróciła się i już go nie widziała, jednak dalej biegła przed siebie. Gdy dotarła do bramy zobaczyła że ta jest zamknięta. Cicho jęknęła ale przypomniała sobie, że po drugiej stronie jest niski mur który łatwo przeskoczyć. Był tylko jeden problem. To oznaczało przejście obok kaplicy, a nie była to zwykła kaplica. Chodziły słuchy że kaplica jest nawiedzona przez szatana z powodu tego że jest na tym cmentarzu tyle złych dusz. A ludzie mieli powody by tak sądzić. Prawie codziennie o siódmej, trzynastej i północy z kaplicy słychać było potworne krzyki. ,,O nie! Wykluczone! Nie przejdę koło niej!"Pomyślała Karolina. Co prawda była dziwna ale nie głupia. Ale z drugiej strony przejście koło kaplicy oznaczało ratunek. Musiała biec. To była jej jedyna nadzieja. Puściła się biegiem. Już widziała kaplicę. Wystarczy ją minąć i już.... I nagle upadła na ziemię. Zemdlała. Ostatnie co widziała to nawiedzona kaplica. Ocknęła się równie szybko jak upadła. Jednak nic nie widziała. Miała przepaskę na oczach. Czuła jednak że nie jest już w swoich ubraniach bo zwykle nosi spodnie a teraz czuła sukienkę. Chciała krzyczeć ale była zakneblowana. Nagle przepaska z jej oczu zniknęła. Zobaczyła dziesięć ludzi ustawionych w dziwnych miejscach. Spojrzała w górę i zobaczyła co to było. Na suficie było lustro na którym namalowany był pentagram a ludzie stali na wszystkich zgięciach gwiazdy. A Karola znajdowała się w samym jego środku. Tak sądziła bo w miejscu gdzie powinna być ona była wielka czarna dziura. Nagle Ujrzała nad sobą Mario. A on wypowiedział jakieś słowa w jakimś nieznanym języku. Reszta powtórzyła za nim. To co ujrzała Karolina było gorsze niż wszystko co widziała do tej pory. Zaczęła krzyczeć i wtedy poczuła jak ktoś wycina jej serce. To było ostatnie co widziała i czuła. Nikt nie wie co działo się w kaplicy. Wiadomo tylko że na tym cmentarzu giną osoby i nigdy nie wiadomo dlaczego. Chodzą słuchy że to Mario je zabija ale nigdy nie ma na to dowodów. Więc uważajcie. Może pewnego dnia też zginiecie na cmentarzu?

BŁYSK

Tego dnia była piękna pogoda. Wszyscy wychodzili z domów aby się nią nacieszyć. Dzieci grały w piłkę, dorośli jeździli na rowerach a starsi ludzie siedzieli na działkach. Lecz był jeden wyjątek. Czternastoletnia dziewczyna imieniem Alicja siedziała smutna w domu. Kilka tygodni wcześniej zginęli jej rodzice w wypadku. Jednak nie płakała. Nie chciała pokazać słabości i dzielnie się trzymała. Lecz teraz nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nie miała już nikogo. Nie miała się komu wyżalić. Ten ból rozdzierał ją od środka. W końcu postanowiła wyjść. Musiała w końcu dotrzeć na groby rodziców. Wciąż odkładała tą wyprawę wiedząc, że na cmentarzu nie powstrzyma się od płaczu. Stanęła przed cmentarną bramą. Chwilę się zawahała. Po chwili jednak zdecydowanie pchnęła bramę. Zrobiła pierwszy krok. I...... Nic. Nic się nie stało. Zaczęła się z siebie śmiać bo spodziewała się czegoś strasznego lub przynajmniej fali smutku. Tym czasem uderzyła ją fala szczęścia. Jej radość nie trwała długo. Gdy tylko zrobiła kolejny krok brama zatrzasnęła się z wielkim hałasem. Alicja natychmiast przestała się śmiać i wróciła się do bramy. ,,To dziwne". Pomyślała. ,,Przecież nie było tu tego łańcucha". Bo brama była teraz związana wielkim łańcuchem na którym wisiała wielka metalowa kłódka. Była zamknięta. Dziewczyna wystraszyła się trochę bo przecież taki łańcuch robi hałas a ona nic nie słyszała. Ruszyła więc dalej w kierunku grobu rodziców. Gdy tam dotarła zobaczyła, że nikt tam nie zaglądał od czasu pogrzebu. Wszystkie kwiaty zwiędły i nie było nikogo kto by je sprzątnął. Czyżby była jedyną osobą której zależało na jej rodzicach? Nie mieli żadnych przyjaciół? A co z rodziną? Były przecież babcie, które mogły pielęgnować groby bez problemu. Na myśl że nikt się nimi nie interesował łzy same napłynęły jej do oczu. Uklękła i powiedziała ,,Mamo proszę! Zabierz mnie z tego świata! Zabierz mnie do siebie!" Nagle wyczuła czyjąś obecność. Szybko się podniosła. I wtedy ją zobaczyła. Piękną kobietę całą w bieli. Była tak biała że aż oślepiała. Podeszła do Alicji i otarła jej łzy. Potem położyła jej rękę na ramieniu i przytuliła. Wtedy obie zniknęły. Chodzą przypuszczenia że to matka dziewczyny wysłuchała jej prośby i ja zabrała. Nikt nie ma jednak pewności. Podobno widział to stróż cmentarny, ale nie widział ducha leż samą Alicję. Po tym zajściu zwariował i zamknęli go w psychiatryku.

niedziela, 17 lipca 2011

SIEROCINIEC

Maja nie wiedziała o co chodzi. Nie rozumiała dlaczego. Zawsze miała to samo uczucie. Uczucie bólu, tęsknoty, smutku i radości. Wszystkie te uczucia mieszały się w niej w pochmurne dni. Nie mogła wtedy wysiedzieć w domu. Musiała wychodzić. Pewnego dnia gdy była właśnie taka pogoda ubrała swój czarny płaszczyk i wyszła z domu. Szła gdzie ją nogi poniosły. Wiedziała, że zaraz nadejdzie fala mieszanki uczuć. Jednak nie przejmowała się tym. To było nieuniknione. Nagle rozbolały ją nogi więc usiadła na ławce. Przed nią stał stary budynek. Był opuszczony. Ten widok tylko wzmocnił ból w jej sercu więc zamknęła oczy. Poczuła chłodny, delikatny wiatr na swojej twarzy. Nie mogła wytrzymać i otworzyła oczy. Jej wzrok powędrował po oknach budynku. Zatrzymała się na chwilę na pierwszym oknie po lewej stronie na pierwszym piętrze. Zobaczyła tam małego chłopca. Zamrugała i już go nie było. Pomyślała, że może schował się. Wstała i weszła do środka. Drzwi niemal same się otworzyły. Ruszyła w kierunku, w którym jak sądziła będzie pokój z oknem, w którym widziała chłopca. Jednak już w połowie drogi się zatrzymała. Usłyszała płacz dochodzący z góry. Ruszyła biegiem z powrotem bo na początku korytarza były schody. Wbiegła po nich na górę. Ruszyła w kierunku płaczu. Dobiegła do zamkniętych drzwi. Próbowała je otworzyć, ale się nie dało. Znów usłyszała płacz. Była pewna, że dochodzi zza tych drzwi. Ostrożnie zapukała. Drzwi uchyliły się lekko i wpuściły ją do środka. Weszła i zobaczyła tego samego chłopca. Siedział skulony na łóżku i płakał. Podeszła do niego i usiadła. Wtedy na nią popatrzył.
- Co się stało? Dlaczego płaczesz? - zapytała dziewczynka.
- Smutno mi. Nie mam nikogo do zabawy. Wszyscy moi przyjaciele odeszli. - Odpowiedział chłopiec. 
- Jeśli chcesz to ja mogę się z tobą pobawić. Jestem Maja. - Powiedziała i podała mu rękę.
- Niech będzie. Ja jestem Maciek. - Uścisnął jej rękę i wstali. Poszli do ogrodu na tyłach domu. Maciek nie wyglądał na więcej niż 10 lat. To oznaczało, że jest w wieku Mai. Usiedli przy stoliku i zaczęli grać w szachy. Potem pograli w karty i w piłkę. Zaczęło się zmierzchać. 
- Chyba muszę już iść. - Powiedziała niechętnie dziewczynka.
- Dlaczego? - Zapytał chłopiec. Wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać.
- Już jest ciemno. Rodzice będą się martwić. Ale spokojnie. Jutro przyjdę. - Powiedziała i uśmiechnęła się.
- Okej. Tylko nie zapomnij o mnie. Nie chcę stracić kolejnego przyjaciela. - Odpowiedział już trochę uspokojony Maciek. Maja pożegnała się z nim i poszła do domu. Szybko zasnęła. Nie spała jednak spokojnie. Śnił jej się dom dziecka. Mnóstwo dzieci uciekających w popłochu przed pożarem. Jedne drzwi były zamknięte na klucz. Nikt w panice tego nie zauważył. Wszyscy uciekli i tylko jeden chłopiec spokojnie sobie spał. Snem, z którego miał się nigdy nie obudzić. Maja obudziła się cała wstrząśnięta. Nie mogła przestać o tym myśleć. Jednak szybko wstała, zjadła śniadanie i poszła na spotkanie z Maćkiem. Gdy doszła do ławki budynku nie było. Były tam tylko ruiny. Zdziwiła się i przeszła 2 razy w tą i z powrotem z myślą, że jednak pomyliła drogę. Nagle zauważyła małą tabliczkę przyczepioną do pozostałości kamieni. Pisało na niej : TU SPOCZYWA MACIEK. JEDYNA OFIARA POŻARU. Maja przeraziła się i pobiegła do domu. Wszystko opowiedziała mamie. Nie uwierzyła jej za bardzo w tą historię z chłopcem, ale opowiedziała jej o tamtym miejscu. Powiedziała, że był tam sierociniec i jak wybuchł tam pożar. Żałobę miało wtedy cały kraj. Powiedziała też, że jak chce więcej informacji to niech pójdzie z tym do taty. Dziewczynka poszła i wszystko opowiedziała. I historię z Maćkiem i swój sen i o dzisiejszej wędrówce. Spodziewała się wyśmiania tak jak zrobiła to jej mama. Jej ojciec jednak popatrzył na nią poważnie i po policzku pociekły mu łzy. Gdy dziewczynka zapytała się go dlaczego płacze opowiedział jej jak to mieszkał w tym budynku i jak przyjaźnił się z małym czarnowłosym chłopcem. Powiedział jak wybuchł pożar a gdy się zorientował, że Maciek jest w środku było już za późno. Opowiedział, że wczoraj minęła 25 rocznica jego śmierci i że Maja prawdopodobnie widziała ducha. Zapamiętała to na zawsze. Minął rok i dziewczynka chcąc sprawdzić czy sierociniec znów tam stoi pobiegła w tamtą ulicę. Ujrzała w oknie Maćka. Na jej widok wybiegł z domu i uściskał ją na powitanie. 
- Wróciłaś! Jednak przyszłaś. Już myślałem, że mnie zostawiłaś - Wykrzyknął chłopiec i ją puścił. Dziewczynka choć trochę przerażona wizytą ducha uśmiechnęła się. Nie wytrzymała i zaczęła się z nim bawić. Od tamtej pory co rok przychodziła i bawiła się z Maćkiem. Pewnego dnia umarła. Była wtedy w ogrodzie grając w szachy. Ocknęła się po godzinie w ciele małej Mai. Została w sierocińcu już na zawsze bawiąc się z Maćkiem. Byli już szczęśliwi i nigdy nie płakali.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

WERONIKA

Słyszeliście o Krwawej Mery? Myślicie, że jest najstraszniejsza? Otóż nie. Najniebezpieczniejsza jest Weronika. Jest tak straszna, że lepiej o niej nie mówić, ale ja wolę, żebyście wiedzieli co może się z wami stać, szczególnie z dziewczynami  imieniu Weronika. Więc tak. Jeśli wymówisz 3 razy Weronika przed lustrem ( nie ważne czy w łazience, w kuchni czy poza domem) nagle poczujesz ucisk w brzuchu , potem masz mętlik w głowie myśli ci się plączą, a potem nie wiadomo skąd napływają wspomnienia, w których nieznani ludzie leżą na podłodze cali we krwi, w końcu przestajesz nad sobą panować bo Weronika cię opętuje, bawi się twoim kosztem, a gdy jej się znudzi bierze do twojej ręki nóż lub jakieś ostre narzędzie i wbija ci w serce lub gardło. Zabija bez sumienia.Ale pozostaje zawsze pytanie skąd się wzięła? Nikt tego nie wie ale czy na pewno? Ja wiem. Opowiem wam jak powstała. Była sobie raz 17 letnia dziewczyna imieniem Weronika. Była śliczna. Miała długie, proste blond włosy. Nie dało się jej opisać. Miała przyjaciółkę o imieniu Mery. Jej przyjaciółka jednak nie za bardzo wychodziła z domu, więc Weronika zawsze do niej przychodziła.W domu Mery zawsze próbowały czarów i czasami im to wychodziło. W każdym razie miały czarodziejskie księgi, których uczyły się na pamięć. Pewnego dnia do domu Mery przyszli żołnieże i najpierw zadali jej mnóstwo ran tak, że cała była w krwi, a potem przywiązali ją do stosu i podpalili stawiając przed nią lustro dla zwiększenia jej cierpień. Posądzono ją o czarną magię bo nie wychodziła z domu. Wszystko to działo się na oczach Weroniki. Dziewczyna wiedziała, że nie uratuje przyjaciółki, jednak przypomniała sobie pewne zaklęcie. Szybko je wymówiła. Nagle Mery przestała płonąć i na oczach wszystkich weszła do lustra mówiąc w obcym języku, który tylko Weronika zrozumiała. ,, Będę na ciebie czekać w lustrze przyjaciółko".
Był to stary magiczny język. Ludzie zorientowali się, że musiała tu działać jakaś inna czarownica. Podejrzenia szybko padły by na Weronikę, bo tylko ona kumplowała się z Mery. Jednak ona znikła tak samo jak lustro. Wszyscy się zastanawiali gdzie zniknęła. Weronika poszła z lustrem za swój dom. Było tam małe jeziorko. Wrzuciła lustro do wody, wymówiła zaklęcie i wskoczyła na lustro. Tam spotkała Mery. I tak narodziły się 2 demony zabijające tych co chcą zakłócić przyjaźń dziewczyn. Lustra nie znaleziono podobnie jak Weroniki. Bo komu przyszło by szukać ich w jeziorze?

środa, 22 czerwca 2011

NIE OGLĄDAJ POD ŻADNYM POZOREM.

Monika miała 15 lat. Były wakacje. Jej rodzice wyjeżdżali na urlop do Włoch na dwa tygodnie.Dziewczyna po raz setny zapewniła, że nie zrobi imprezy i codziennie będzie dzwoniła.W końcu wyjechali. Monika wróciła do domu i zadzwoniła do przyjaciółki Ali. 
- Pojechali. Możesz wpadać.
- Jasne zaraz u ciebie będę. - Ala spakowała się do walizki i poszła do Moniki. Rodzice jej przyjaciółki wyjechali i ona może u nie nocować przez dwa tygodnie. Już nie mogła się doczekać tych nieprzespanych nocy. Weszła na jej podwórko. Wydało jej się dziwnie ciemne, smutne i przerażające. Wtedy drzwi otworzyła Monika i zaprosiła Ale do środka.
- Siema siostro. No to zostaję u ciebie na dwa tygodnie. - Powiedziała wesoło Ala.
- Mhm.- Odpowiedziała krotko Monika.Zamyśliła się. Często to robiła więc nie wzbudziło to w jej przyjaciółce podejrzeń. Poszły do pokoju Moniki i tam Ala się rozpakowała. Była już 20.30 więc przebrały się w piżamy. Wtedy Ala nie wytrzymała już tej ciszy i zapytała
- No to co dzisiaj będziemy robić? 
- Może na początek jakiś horror?
- Uuuuu. No jasne skarbie, że najpierw horror. Trzeba się porządnie wystraszyć. Taka noc strachu. Ale jaki horror by tu dzisiaj oglądnąć?
- No cóż mam ,,Ring" na kasecie, ,,Klątwę", ,,Shutter Vidmo" i ,, Nie oglądaj pod żadnym pozorem". Trochę dziwny tytuł. Jeszcze nigdy go nie widziałam.
- No i o to chodzi! Nie będziesz wiedziała co jest dalej. A teraz włączaj DVD. 
- A może lepiej oglądniemy w salonie?
- Spoko. Tam masz w końcu kino domowe.- Zeszły na dół i usiadły na kanapie. Monika włączyła DVD i zaraz wsadziła płytę do odtwarzacza. Nacisnęła PLAY i włączył się film. Jak zwykle na samym początku leciały napisy ale było w nich coś dziwnego. Wyglądały tak: W ROLACH GŁÓWNYCH : ALA I MONIKA, REŻYSERIA: DEMON, SCENARIUSZ : DEMON, MUZYKA: DEMON, INNE ROLE: DEMON. Dziewczyny wystraszyły się trochę, ale doszły do wniosku, że nie ma tylko jednej Ali i Moniki, które się przyjaźnią. Nareszcie napisy przeleciały i zaczął grać film. Dziewczyny zaniemówiły ze strachu. Na ekranie pojawiło się ich lustrzane odbicie. Nagle Monika zaczęła się śmiać.
- Co za ściema! Pewnie w TV jest kamerka, przez którą moi rodzice patrzą czy nie robię imprezy. - Ala też zaczęła chichotać. Nie były to jednak śmiechy szczęścia i rozbawienia, ale strachu i paniki.Popatrzyły się w telewizor i Monika już chciała wyłączać film gdy nagle spostrzegła coś dziwnego. Za Alą stała zakapturzona postać. Dziewczyna też ją spostrzegła i szybko odwróciła się za siebie. Nie było tam nikogo. Popatrzyła znów w telewizor i zobaczyła, że postać pokazuje palcem na Monikę. 
- Monia, mówiła, że to kamera...
- Mhm..
- Więc co to za jeden?- Zapytała i wskazała na telewizor. Nagle postać odsłoniła kaptur. To co kryło się pod nim było niesamowicie ohydne. Potworna twarz cała ociekała krwią a na czubku głowy tkwiły dwa czerwone rogi. Postać przemówila.
- Jam jest Demon! Twój koszmar!- Powiedział i jednym ruchem poderżnoł gardło Monice. Następnie nachylił się nad nią i wyssał z niej całą krew. Potem stanął przed Alą, wyłączył telewizor i powiedział:
- Twoja przyjaciółka nie żyje. Przez waszą głupotę. Na płycie było napisane, żeby nie oglądać pod żadnym pozorem.Mógłbym ją wskrzesić, ale wtedy nie miałabyś nauczki.
- Proszę! Proszę przywróć jej życie! Zrobię co zechcesz.
- Cóż... NIE. Nie mogę jej wskrzesić. - Ala rozpłakała się.
- To wszystko moja wina. Mogłam wybrać inny horror. Przeze mnie ona nie żyje! 
- Eh. Twoje łzy mnie urzekły. Nie wskrzeszę jej ale cofnę cię w czasie. Do chwili wybrania horroru. Musisz wziąć płytę i spalić ją. Następnie wziąć część prochów z płyty i spłukać w toalecie. W ten sposób ją zniszczysz. Ale pamiętaj. Następnej szansy nie będzie. - Powiedział Demon i zniknął. Nagle Ala znalazła się w pokoju Moniki.
- No cóż mam ,,Ring" na kasecie, ,,Klątwę", ,,Shutter Vidmo" i ,, Nie oglądaj pod żadnym pozorem".Trochę dziwny tytuł. Jeszcze nigdy go nie widziałam.
- I nie zobaczysz. Na płycie pisze wyraźnie, żeby tego nie oglądać. Daj wyrzucę. - Wzięła od swojej przyjaciółki płytę i wyrzuciła przez okno. - Choć. Chyba leci jakaś komedia. - Poszły i całą noc się śmiały. Jednak Ala popełniła błąd. Rzucona przez nią płyta wylądowała na śmieciarce, która właśnie przejeżdżała. Na złomowisku pewien złomiarz zaniósł ją do kantoru, skąd trafiła do sklepu, w którym kupił ją pewien mężczyzna. Nie wiadomo gdzie jest teraz. Możliwe, że niedługo płyta trafi do ciebie. Wtedy pamiętaj. SPAL JĄ I WRZUĆ POŁOWĘ PROCHÓW DO TOALETY. INACZEJ KLĄTWA PŁYTY BĘDZIE NADAL PRZEŚLADOWAŁA LUDZI.

wtorek, 21 czerwca 2011

HISTORIA NAWIEDZONEGO CMENTARZA

Na pewno w twoim mieście jest jakiś stary cmentarz. W moim mieście także, tyle tylko, że mój jest nawiedzony, a ja mieszkam naprzeciwko niego. No, ale może przejdźmy do historii. Cofnijmy się w czasie do roku 1900 kiedy Polska była jeszcze pod zaborami. W miejscu, w którym mieści się cmentarz stoi szkoła podstawowa. Warto zauważyć, że w tamtych czasach było 8 klas. Polskie dzieci oraz młodzież nic nie podejrzewając uczą się. Nauczyciele nauczają także nie wiedząc jakie nieszczęście zaraz ich spodka. Tylko 15 letni Tomek, który nigdy nie uważał na lekcji patrzył przez okno. Obserwował latające motyle i ptaki, aż nagle spostrzegł zakapturzoną postać która lała coś na mury szkoły. Zgłosił się i powiedział to nauczycielce. Wszyscy podbiegli do okien patrząc co się dzieje a nauczycielka pobiegła poinformować dyrektora. Nagle postać wyciągnęła pudełko zapałek. Wszyscy zaczęli biegać po klasie i wybiegać z niej w krzyku. I tylko Tomek stał spokojnie. Wiedział, że panika nic nie wskóra. Wiedział, że już za późno na ratunek.Więc tylko stał i patrzył, jak zapalona zapałka ląduje w kałuży benzyny i jak szkoła momentalnie się zapala. Wszystko stanęło w płomieniach. Nagle Tomek poczuł chłodną dłoń na ramieniu. To była tylko Ania, jego dziewczyna. Widząc jego spokój też się uspokoiła. On wziął ją za rękę i stali tak razem patrząc jak szkoła płonie. W końcu płomienie dosięgły też ich i oboje spłonęli. Trzymając się za ręce i w spokoju. Po budynku pozostały tylko ruiny, a ciała zakopano przykrywając je tylko kamieniami na, których wyryto tylko datę, gdyż pozostałości ich ciał nie można było zidentyfikować. Po zakończeniu drugiej wojny światowej cmentarz odnowiono stawiając płyty nagrobne. W miejscu sali gimnastycznej, która najmniej spłonęła postawiona kościół. Teraz jest rok 2011. Do kościoła nadal przychodzą wierni, jednak nikt nie zapuszcza się na cmentarz z powodu duchów. No tak nie napisałam, że cmentarz jest nawiedzany przez dychy dzieci biegających po szkole. Ich duchy wyglądają jak ich ciała popalone. Tylko duchy Ani i Tomka pokazują się raz do roku 22 czerwca w południe i w idealnym stanie. Bo tylko oni umarli w spokoju. Tom historię wymyśliłam, ale trochę wzięłam z prawdy. Bo naprawdę mieszkam przed cmentarzem, a kiedyś jak poszłam zwiedzać kościół to poszłam tam na cmentarz i pisało tam na wszystkich grobach 1900. Nie wiem czemu. 

poniedziałek, 20 czerwca 2011

LALKA

Była sobie raz mała dziewczynka imieniem Kasia. Dziwnym trafem miała urodziny w Halloween. Na każde urodziny dostawała od mamy lalkę. I w końcu przyszły jej dziewiąte urodziny. Mama zabrała ją do galerii handlowej aby kupić jej lalkę. Weszły do sklepu z zabawkami i długo przeglądały zabawki. Niestety. Żadna nie spodobała się Kasi. Mama wyszła z dziewczynką pocieszając ją, że jeszcze jakąś znajdą. Kierowały się ku wyjściu gdy nagle Kasia się zatrzymała. Mama odwróciła się chcąc zobaczyć co zatrzymało jej córkę. Dziewczynka stała przed wystawą dziwnego sklepu o nazwie ,, Czary Mary ". Nazwa idealnie do niego pasowała. Pełno w nim było magicznych przyrządów, ale to nie to przykuło uwagę Kasi. Na wystawie siedziała najpiękniejsza lalka jaką kiedykolwiek widziała. Miała czarne włosy uczesane w dwa warkoczyki, białą skórę i piękne rubinowe oczy. Ubrana była w czarną staromodną sukienkę. Od razu spodobała się Kasi. 
- Chcę tą! Ta jest śliczna! Kupisz mi mamusiu? kupisz? kupisz?kupisz?- Ślicznie poprosiła Kasia. Wiedziała, że bez tej lalki już nigdzie indziej nie pójdzie. Musiała ją mieć. Musiała. Mama popatrzyła na Kasię, potem na lalkę aż w końcu postanowiła ją kupić. Weszły do sklepu i od razu podeszły do  kasy. 
- Poproszę tą lalkę z wystawy. Tą z czarnymi włosami co wygląda jak wampir. - Powiedziała szybko mama Kasi widząc, że sprzedawca wygląda dość dziwnie. Wtedy on spojrzał na nią z wielkim przerażeniem i powiedział 
- Kupuje pani tę lalkę dla córki?
- Tak a o co chodzi?
- O nic takiego. Tylko... niech nie spuszcza pani córki z oka kiedy będzie się bawiła z lalką.
- Niech panu będzie. To ile płacę?
- Pani weźmie tą lalkę za darmo. Później i tak będzie ją pani chciała zwrócić. - Mama Kasi wzięła lalkę, podziękowała i wyszła.Było jeszcze wcześnie rano więc Kasia od razu po powrocie zaczęła bawić się z lalką w ogrodzie. Nazwała ją Lili. Około godziny 22.30 po Kasię przyszły jej koleżanki. Było w końcu Halloween i miały zbierać cukierki. Dziewczynka rzuciła lalkę na trawę i pobiegła do przyjaciółek. Po powrocie była za bardzo zmęczona żeby myśleć o czymś innym niż sen. Położyła się do łóżka i od razu zasnęła. Nagle obydził ją głos jakby małej dziewczynki.:
- Kasiu. Kasiu dlaczego mnie zostawiłaś na tym zimnie? Szybko! Biegnij po mnie bo komuś stanie się krzywda! - Kasia zerwała się z łóżka i pobiegła do mamy i opowiedziała jej o głosie. Kobieta uspokoiła ją mówiąc, że to tylko zły sen i żeby poszła spać. Kasia posłuchała mamy. Rano obudziła się o niczym nie pamiętając. Po zjedzeniu śniadania zapragnęła pobawić się z Lili. Zaczęła jej szukać ale nigdzie nie mogła jej znaleźć. Rozpłakała się ale nie poddawała się ani na chwilę. Szukała dalej. Zaczęło się ściemniać i dziewczynka poszła spać. Była zmęczona płakaniem cały dzień. Nagle znów usłyszała ten sam głos:
- I co Kasiu? Teraz płaczesz? Dopiero teraz sobie o mnie przypomniałaś? 
- Kim jesteś?! - Zawołała przestraszona dziewczyna wiedząc, że to nie jest sen.
- Jak to kim? Twoją lalką. Lili. Pamiętasz mnie?
- Czego ode mnie chcesz?!
- Chcę abyś cierpiała tak jak ja wczoraj. Bo widzisz ja nie jestem zwykłą lalką. Jestem magiczną istotą z materiału, którą kiedyś ożywiła zła czarownica. Kazała mi i moim siostrom zabijać dzieci, które krzywdzą zabawki. Myślałam, że ty będziesz inna. Myślałam, że mnie kochasz i będziemy przyjaciółkami na zawsze. A jednak. Okazałaś się takim samym pustym i bezdusznym dzieckiem ja tamte wszystkie dziewczynki. Nie będę miała żadnych wyrzutów po zabiciu cie. - Kasia zobaczyła już tylko parę czerwonych oczu rozżarzonych jak węgielki z gniewu i rozpaczy. Potem nic nie widziała. Rano mama znalazła Kasię w ogrodzie na trawniku wyssaną z krwi. Na jej martwym ciele widniały tylko 2 małe dziurki na szyi. Lalki do tej pory nie znaleziono. Chodzą plotki, że może zmieniać postać. Więc strzeż się! Może twój miś tylko czeka aż o nim zapomnisz?