piątek, 9 września 2011

RUINY

W mieście Wicing żyła raz sobie pewna dziewczyna. Miała na imię Kinga. Uwielbiała mrok, strach i magiczne istoty. Nie miała za wiele koleżanek. Pewnego dna poznała dziewczynę imieniem Zuza. Od razu się zaprzyjaźniły. Zuza była taka jak Kinga. Również uwielbiała się bać. Pewnego razu postanowiły zwiedzić stare ruiny. W ich mieście było wiele zrujnowanych zamków, lecz w tym podobno mieszkały kiedyś wampiry. Umówiły się o 15 pod cmentarzem. Gdy obie się spotkały Kinga powiedziała 
- To co? Gotowa na spotkanie z duchami wampirów?
- Jakich duchów? Myślałam, że idziemy tylko pozwiedzać ruiny...
- A kto nam zabroni przy okazji poszukać duchów? A może te wampiry nadal latają i znajdziemy ich trumny?
- Potworna jesteś. Ale za to cię lubię. Chodźmy.
I dziewczyny poszły do ruin. Kiedy weszły doszły do ruin zobaczyły że są 2 wejścia. Postanowiły się rozdzielić. Zuza weszła z tyłu zamku, a Kinga z przodu. Ta pierwsza weszła do ruin i nie zobaczyła nic ciekawego. Tak jak się spodziewała była to tylko kupa kamieni. Ale pomyślała że może gdzieś w piwnicy będzie coś ciekawego. Ruszyła dalej zwiedzać. Druga dziewczyna jednak przeżyła coś niesamowitego. Gdy tylko postawiła pierwszy krok ruiny zmieniły się w piękny ale mroczny i straszny zamek. Ściany były zbudowane z czarnych grubych kamieni. Podłoga wyłożona była czarnymi kafelkami na których czerwienił się dywan. Pod wysokim sufitem wisiały żyrandole ze świec. Meble były czarne, starodawne ale i piękne. Kinga patrzyła na to wszystko z zachwytem. Ruszyła dalej mrocznym korytarzem. Mijała wiele drzwi, lecz szła dalej. Na końcu korytarza zobaczyła lustro. Stanęła przed nim i oniemiała. Miała na sobie piękną fioletową suknię a długie brązowe włosy upięte. Na ramiona Spadały jej pojedyncze kosmyki. Nagle lustro zaczęło się przesuwać i zza niego wyszła Zuza. Dziewczyny spojrzały po sobie. Dopiero teraz Zuza się zorientowała że ma na sobie czarną suknię zamiast swoich zwyczajnych spodni. 
- O co tutaj chodzi?
Zapytała przestraszona. Kinga też się wystraszyła. Nagle usłyszały za sobą kroki. Odwróciły się i zobaczyły idącego ku nim człowieka z nożem w ręku. Popatrzył na nie groźnie. Dziewczyny zaczęły krzyczeć i uciekać przez lustro. Za nim okazał się korytarz z drzwiami po obu stronach. Wbiegły do pierwszych lepszych drzwi. Zobaczyły tam wielki stół a na nim setki noży ostrych jak brzytwa. Oglądnęły się za siebie i zobaczyły tego człowieka. Ruszyły dalej biegiem w inne drzwi. Potem w inne i w inne i tak ciągle, aż w końcu znów stanęły przed lustrem.
- To okropne! Kręcimy się w kółko a jakiś stary dziad chce nas zabić! Gorzej już być nie może!
Powiedziała Kinga a Zuza odpowiedziała
- Właśnie że może. Popatrz!
Wskazała palcem na lustro. Nie stały już tam 2 młode dziewczyny a dwa szkielety ubrane w suknie które właśnie miały na sobie. Nad lustrem było napisane krwią :KONIEC WASZEJ DROGI. TYLKO TO Z WAS ZOSTANIE. A WASZE CIAŁA NA ZAWSZE POZOSTANĄ W ZAMCZYSKU! Dziewczyny przeczytały to ze strachem. Popatrzyły po sobie i odwróciły się. Spojrzały prosto w oczy śmierci. Nagle poczuły ostry ból w sercu. Zamrugały i znów były tylko w ruinach w swoich normalnych ubraniach.
- Co to do jasnej ciasnej było?!
Krzyknęła Kinga. A Zuza jej na to
- Mnie się pytasz?! To był twój pomysł żeby tu przychodzić! Ważne że już wróciłyśmy.
- No. Teraz szybko wynośmy się stąd.
Pobiegły prosto przed siebie do wyjścia lecz zderzyły się ze ścianą. Spróbowały jeszcze raz i to samo. Nagle zobaczyły pod sobą dwa szkielety. Wyglądały zupełnie jak te z lustra. Usłyszały głos:
- Wasze ciała na zawsze to zostaną. A wasza śmierć pozostanie wieczną zagadką. 
Dziewczyny spojrzały po sobie. Obie już wiedziały o co chodzi. Zostały jednak jako duchy by ostrzegać innych przed swoim losem.

poniedziałek, 5 września 2011

STRÓŻ CMENTARNY

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Pewnego dnia Karolina oglądała wiadomości. ,,25 letni sadystyczny zabójca, Marian L. znany lepiej jako Mario, został wypuszczony z więzienia." Mówiła dziennikarka. ,,Będzie pracował teraz jako grabarz na pobliskim cmentarzu z braku możliwości na lepszy zawód" mówiła dalej, ale Karolina już jej nie słuchała. Wyłączyła telewizor i wyszła do szkoły. Chodziła do pierwszej klasy liceum. Nie miała tam koleżanek ani kolegów. Zawsze była odludkiem i jakoś jej to nie przeszkadzało. Lubiła swój przerażający styl i nie zmieniłaby się dla nikogo. Szkoła minęła jej jak zwykle. Najpierw ludzie trochę się z niej pośmiali, potem nauczyciele tak samo i nareszcie dzwonek na koniec lekcji. Normalka. Ale zaczynał się weekend. Postanowiła że przed powrotem pójdzie jeszcze na cmentarz. Często odwiedzała grób swojej babci. Zmarła dziesięć lat temu kiedy Karola była jeszcze małą dziewczynką. Nie zmarła ze starości. Ktoś ją zamordował. I to w potworny sposób. Dziewczyna lubiła siedzieć przy jej grobie i rozpamiętywać tamte czasy. Była w końcu bardzo zżyta z babcią. I nagle go zobaczyła. Kruczo czarne włosy ścięte kuchennymi nożycami, potworny wyraz twarzy całej w bliznach i zimne niebieskie oczy groźnie w nią wlepione. Karolina natychmiast przypomniała sobie dzisiejsze wiadomości, i zdjęcie sadysty na ekranie. To był on! Mario. Dziewczyna tak się wystraszyła, że zaczęła szybko uciekać do wyjścia. Odwróciła się i już go nie widziała, jednak dalej biegła przed siebie. Gdy dotarła do bramy zobaczyła że ta jest zamknięta. Cicho jęknęła ale przypomniała sobie, że po drugiej stronie jest niski mur który łatwo przeskoczyć. Był tylko jeden problem. To oznaczało przejście obok kaplicy, a nie była to zwykła kaplica. Chodziły słuchy że kaplica jest nawiedzona przez szatana z powodu tego że jest na tym cmentarzu tyle złych dusz. A ludzie mieli powody by tak sądzić. Prawie codziennie o siódmej, trzynastej i północy z kaplicy słychać było potworne krzyki. ,,O nie! Wykluczone! Nie przejdę koło niej!"Pomyślała Karolina. Co prawda była dziwna ale nie głupia. Ale z drugiej strony przejście koło kaplicy oznaczało ratunek. Musiała biec. To była jej jedyna nadzieja. Puściła się biegiem. Już widziała kaplicę. Wystarczy ją minąć i już.... I nagle upadła na ziemię. Zemdlała. Ostatnie co widziała to nawiedzona kaplica. Ocknęła się równie szybko jak upadła. Jednak nic nie widziała. Miała przepaskę na oczach. Czuła jednak że nie jest już w swoich ubraniach bo zwykle nosi spodnie a teraz czuła sukienkę. Chciała krzyczeć ale była zakneblowana. Nagle przepaska z jej oczu zniknęła. Zobaczyła dziesięć ludzi ustawionych w dziwnych miejscach. Spojrzała w górę i zobaczyła co to było. Na suficie było lustro na którym namalowany był pentagram a ludzie stali na wszystkich zgięciach gwiazdy. A Karola znajdowała się w samym jego środku. Tak sądziła bo w miejscu gdzie powinna być ona była wielka czarna dziura. Nagle Ujrzała nad sobą Mario. A on wypowiedział jakieś słowa w jakimś nieznanym języku. Reszta powtórzyła za nim. To co ujrzała Karolina było gorsze niż wszystko co widziała do tej pory. Zaczęła krzyczeć i wtedy poczuła jak ktoś wycina jej serce. To było ostatnie co widziała i czuła. Nikt nie wie co działo się w kaplicy. Wiadomo tylko że na tym cmentarzu giną osoby i nigdy nie wiadomo dlaczego. Chodzą słuchy że to Mario je zabija ale nigdy nie ma na to dowodów. Więc uważajcie. Może pewnego dnia też zginiecie na cmentarzu?

BŁYSK

Tego dnia była piękna pogoda. Wszyscy wychodzili z domów aby się nią nacieszyć. Dzieci grały w piłkę, dorośli jeździli na rowerach a starsi ludzie siedzieli na działkach. Lecz był jeden wyjątek. Czternastoletnia dziewczyna imieniem Alicja siedziała smutna w domu. Kilka tygodni wcześniej zginęli jej rodzice w wypadku. Jednak nie płakała. Nie chciała pokazać słabości i dzielnie się trzymała. Lecz teraz nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nie miała już nikogo. Nie miała się komu wyżalić. Ten ból rozdzierał ją od środka. W końcu postanowiła wyjść. Musiała w końcu dotrzeć na groby rodziców. Wciąż odkładała tą wyprawę wiedząc, że na cmentarzu nie powstrzyma się od płaczu. Stanęła przed cmentarną bramą. Chwilę się zawahała. Po chwili jednak zdecydowanie pchnęła bramę. Zrobiła pierwszy krok. I...... Nic. Nic się nie stało. Zaczęła się z siebie śmiać bo spodziewała się czegoś strasznego lub przynajmniej fali smutku. Tym czasem uderzyła ją fala szczęścia. Jej radość nie trwała długo. Gdy tylko zrobiła kolejny krok brama zatrzasnęła się z wielkim hałasem. Alicja natychmiast przestała się śmiać i wróciła się do bramy. ,,To dziwne". Pomyślała. ,,Przecież nie było tu tego łańcucha". Bo brama była teraz związana wielkim łańcuchem na którym wisiała wielka metalowa kłódka. Była zamknięta. Dziewczyna wystraszyła się trochę bo przecież taki łańcuch robi hałas a ona nic nie słyszała. Ruszyła więc dalej w kierunku grobu rodziców. Gdy tam dotarła zobaczyła, że nikt tam nie zaglądał od czasu pogrzebu. Wszystkie kwiaty zwiędły i nie było nikogo kto by je sprzątnął. Czyżby była jedyną osobą której zależało na jej rodzicach? Nie mieli żadnych przyjaciół? A co z rodziną? Były przecież babcie, które mogły pielęgnować groby bez problemu. Na myśl że nikt się nimi nie interesował łzy same napłynęły jej do oczu. Uklękła i powiedziała ,,Mamo proszę! Zabierz mnie z tego świata! Zabierz mnie do siebie!" Nagle wyczuła czyjąś obecność. Szybko się podniosła. I wtedy ją zobaczyła. Piękną kobietę całą w bieli. Była tak biała że aż oślepiała. Podeszła do Alicji i otarła jej łzy. Potem położyła jej rękę na ramieniu i przytuliła. Wtedy obie zniknęły. Chodzą przypuszczenia że to matka dziewczyny wysłuchała jej prośby i ja zabrała. Nikt nie ma jednak pewności. Podobno widział to stróż cmentarny, ale nie widział ducha leż samą Alicję. Po tym zajściu zwariował i zamknęli go w psychiatryku.